RSS
niedziela, 30 sierpnia 2009
O wszystkim i o niczym

Zamierzeniem początkowym było opisanie tutaj każdego dnia, ot tak by zapisywać moje życiowe mądrości (tudzież debilizmy) na wieczną pamiątkę (albo przynajmniej do upadku tego portalu). Oczywiście troszeczkę się to nie udało. Powody? Częściowo lenistwo, częściowo chęć zamaskowania bloga, również brak czasu i narzędzi.

Tak, lenistwo tłumaczy samo siebie. Chęć zamaskowania… No cóż, to co tu piszę jest całkiem hardcore’owo szczere, więc niezbyt bym chciała by czytało to pół mojej rodziny. Stąd problemy z doborem czasu pisania (tak by nikt nie właził mi do gabinetu i nie patrzył przez ramię). Brak narzędzi…

W każdym razie, oto jestem ponownie. Wczoraj przyszedł do mnie były i spędziliśmy razem całe popołudnie, wieczór i noc jako, że rodzice wyjechali do znajomych na wieś by sobie pogrilować. Oczywiście najpierw uprawialiśmy dziki sex (dwa razy, a w nocy jeszcze raz), byłam na to od razu nastawiona czekając na niego w czerwonym kurewskim kompleciku i w szpilkach. Jednak po zabawie nadszedł czas na nasze konwersacje, a w zasadzie na mój niekończący się monolog i krótkie wstawki ex. Na szczęście zawsze był dobrym słuchaczem. W każdym razie rozmowa z byłym wskazała mi jeszcze dobitniej na pewien problem z jakim się borykam, mianowicie brak zainteresowań.  To znaczy, mam pewne zainteresowania oczywiście, ale albo są one:

a) masakrycznie idotyczne (jak np. przeglądanie newsów na kozaczek.pl)

b) nie prowadzące do niczego

Przy czym w podpunkcie B mam na myśli takie zainteresowania jak uroda, sztuka, muzyka, języki, troszkę socjologii. Są one powierzchowne i zajmowanie się nimi nie sprawia wcale, że przesuwam się w życiu mym do przodu. Tylko, że mój były uświadomił mi też, że wcale nie muszę.

„A myślałaś kiedyś by zająć się czymś co by sprawiało ci po prostu przyjemność a nie tylko przyczyniało się do twojego rozwoju czy kariery?”

Zastanowiło mnie to bo raczej nie spoglądam na sprawy w taki sposób. Dlatego też nigdy nie gram w gry komputerowe ani nie siedzę godzinami przed TV oglądając filmy i seriale – uważam te aktywności za mało produktywne i marnujące wiele z mojego cennego czasu na ziemskim padole.  Tylko co robię zamiast tego? Żebym się chociaż uczyła czegoś, czytała książki, malowała. To nie, ja siedzę na necie. Ja siedzę w domu i rozmyślam nad moimi związkami, nad moim życiem. Co za dół. A później szukam problemów w perfekcyjnie normalnych sytuacjach, tzw „dziur w całym”.

Dobrze jest jednak zdać sobie z tego sprawę i ustawić się na drodze ulepszania. A propos drogi ulepszania – w ciągu ostatnich 17 dni wymiotowałam 3 razy  co jest ogólnie fantastyczną statystyką porównując do mojej ‘mrocznej’ przeszłości, kiedy to lądowałam z mordą nad kiblem najmniej raz dziennie dzień w dzień.

Ponieważ wczoraj będąc z byłym trochę sobie posnackowałam dzisiaj zażyłam Adipex Retard, który jest w ogóle zakazanym w Polsce specyfikiem na odchudzanie (ja zdobyłam go z Czech), a zakazany jest dlatego bo bazuje na pochodnej amfetaminy. Widzę, że ta pochodna ma chyba na mnie wpływ bo po połknięciu zrobiłam się jakaś dziwnie szczęśliwa i naładowana pozytywną energią, objawy jakie kiedyś (np. w Londynie) obserwowałam u siebie po A. Nie lubię takiego tymczasowego haju, bo wiem, że jest on nieprawdziwy a gdy opada te wszystkie wspaniałe i super-pozytywne pomysły stają się nagle głupie i po prostu niewykonalne. Pamiętam jak kiedyś na takim haju wymyśliłam, że zostanie gwiazdą rocka jest po prostu banalne i postanowiłam się za to zabrać zaraz po pracy. Na szczęście pracowałam wtedy po 10 godzin dziennie i do końca zmiany haj już odszedł heh.

Niedługo będę musiała zakupić bilet powrotny do Wielkiej Brytanii. Ciekawe co przyniesie mi kolejny rok flirtu z tym dziwnym krajem. Mam nadzieje, że po trzech latach średniej raczej passy los obdarzy mnie rokiem miłym i interesującym. Są na to dobre prognozy jako, że mam w planach otrzymać dużo pieniędzy, nic nie wydać na zakwaterowanie (zapłacone z czegoś w rodzaju stypendium) i kontynuować quest w poszukiwaniu moich pasji . Nie, wcale nie koniecznie w poszukiwaniu „drugiej połówki”. Związki są takie passe.

piątek, 28 sierpnia 2009
Choose life

What the hell do I want in life? I've been trying to figure it out for the last couple of days feeling a great urge to finally set up some sort of agenda for the future.

As found on one of the websites today:

"Be more conscious of how you are spending your precious time, because this is your life passing by."

Spot on! And I used to know what I wanted but then some other factors came into light. Like FEAR, something I never experienced quite so strongly before. Fear of embarrassment, fear of loneliness and, worst of all, fear of failure. For the reason of that I find myself too scared to reach out for what I really want. I wish to choose an easy way, safe solutions instead of risking "all or nothing" style. I often ponder, what's better? Shall I take my chances and try for my most ambitious dreams or construct an easier, acceptable plan and just follow it through?

Shall I follow my passion that comes from within or the desires and ambitions implemented in me by my  parents? Shall I hope and try for more or settle for and secure what I've got?

All these questions and no easy answers. I am still trying to make my mind up and will come back to the matter shortly with some firm responses and plans. And so help me God. Yeah man, God please help me sort myself out.

wtorek, 25 sierpnia 2009
Kurewska "ciocia z Amerki"

Gdzies czytalam horoskop dla baranow, ktorego autor(ka) stwierdzil(a), ze panie baran na niskim poziomie intelektualnym czesto sa zlosliwe, zgryzliwe, wulgarne i wpadaja w szal.

Bardzo mi przykro zasrana wrozbitko, jestem jedna z nich. Tak, mam niski poziom intelektualny i nie panuje nad swoimi emocjami. Fantastycznie.

Skoro wyspowiadalam sie juz z mojej tendencji do wulgaryzowania i "sensacjonowania" zycia, moge ze spokojem wyzalic sie na gorzkiej czekoladzie z moich zyciowych zgrzytow...

Powiem prosto, czysto i dobitnie. Moja GLUPIA glupia GLUPIA kuzynka wyjechala do USA, namowila jakiegos MLODEGO nawet-przystojnego NIEZLE-SYTUOWANEGO Amerykanca (o chinskich korzeniach) by wzial z nia slub! Przez to temu krzywemu ryjowi udalo sie uzyskac ZIELONA KARTE i przez to to wlasnie ONA zostanie kurewska CIOCIA Z AMERYKI, to ona wygra nasz zyciowy wyscig chocby nie wiem co! Bo ja oczywiscie nawet w UK nie moge sie jakos z nikim powiazac i najpewniej skoncze z moim "highschool-sweetheart" w niemczech.

ZAL!!! Co ona ma w sobie takiego czego nie mam ja, ze zawsze wszystkie plany jej wychodza? Policzmy: ma morde jak facet, jest teraz w dodatku gruba, srednio bystra, nie podjela nawet studiow.

Po prostu wysmienicie. Gdzie jest do cholery moj Brytyjski (Kanadyjski, Australijski, Amerykanski badz Nowo-Zelandzki lol) ksiaze...

Choc ostanio obylo sie 12 dni bez zwracania pokarmow. Wczoraj niestety rzygalam az dwa razy. Moj high-school sweetheart jest w terenie i wpierdala non stop a ja z nim. Niestety. Aww, alez jestem wulgarna i malo bystra dzis. Sam ten post pewnie wytlumaczylby wielu sukces kuzynki a moja klape. Ide lepiej spac.

piątek, 21 sierpnia 2009
Get back

I hate being so emotional like some bloody fool. Wish I was more like the English with that stiff upper lip. I always end up either upset, annoyed, angry or furious and then I burst in tears because I can't do anything else, seems like it's all out of control. I'm some sort of a super-retarded freak.

Just today my ex got me pissed off over something stupid again, why the hell do I even bother? Aww if I could just go out of my body and kick myself in the face 10 times or something! Don't want to talk about him anymore, fuck it.

Why don't I get my head around something more beneficial then boyfriends and holidays. How about journalism, hm? You do study the shit you fool! Look at the fucking Rogers, bitch is pimping it up in style with a hottie bf and an editor title before her name already. Have a glance at that Vics stuck-up slut writing for the guardian etc. And you? How pathetic are you with your stuping longing for love and companionship.

Fuck you Shalo, fuck you too. And you WILL get screwed over if you keep on sticking your head into some useless crap instead of investing your time wisely.

Here you go bitch, in your face. Get a grip, in the end that's what you deserve for treating them blokes like shit so take it and fucking shut up. You ain't that innocent. 

poniedziałek, 17 sierpnia 2009
La belle vita.

Jestem niesamowicie wspaniała. Najpierw ogromna luka w pisaniu sagi gorzkiej czekolady, kilka klap sytuacyjnych po drodze.

Na przykład dzisiaj z rana napisałam wiadomość do byłego. Cos strasznie gejowego w stylu:

 

Hej! Mam nadzieje, ze wszystkie egzaminy udały ci się, ze masz się ogólnie dobrze i odpoczywasz sobie teraz :) Pozdrawiam.

 

Czemu ja to w ogóle zrobiłam? Co za wstyd i porażka na polu bitwy. Przecież ostatnio sama go odepchnęłam stwierdzając, ze jest męską kurwa. A raczej:

 

Śmierdzisz męską kurwa.

 

Przyczyna? Dobija mnie ten brak zainteresowania ze strony ludu. Nie, ten blog to pół biedy, nawet bym nie chciała by specjalnie ktoś go czytał (chociaż oczywiście milo dostać jakiś komentarz od nieznajomej osoby), ale są tez inne. Konkretniej to jeden. Zainstalowałam tam trackera wejść i co? Gówno. Zero wejść z Phoenix, Arizona (gdzie siedzi moja fantastyczna inaczej kuzynka), ostatnio zero wejść z Hamburga (gdzie ulokowany jest były). Hurra, ze mam jeszcze w ogóle wejścia ze Szczecina (najlepszy przyjaciel) i UK (za pewne były numer 2 albo ja sprzed paru dni).

 

Co to ma być do cholery, gdzie jest ekipa moich fanów? I najgorsze- jak mam bez nich żyć, taka normalna, nudna egzystencja nie na pokaz? Totalnie bez sensu.

 

Oczywiście był to żart, choć należy pamiętać, ze każdy żart ma w sobie "ziarenko prawdy". Konkluzja? Tak naprawdę to dobrze się dzieje. Już najwyższy czas dla mnie by ruszyć się z tego spotu emocjonalnego, który okupuje od lat. Chociaż lubię ogólne zmiany otoczenia i rozwój, to emocjonalnie ciągle tkwię w tym samym punkcie co 2-3 lata temu. Czy może nawet 6 lat temu, tylko, ze w międzyczasie dochodziły jeszcze inne osoby na scenę mojego teatru odczuć.

 

Ostatnio chyba nie idzie mi najgorzej. Poza dzisiejszym upadkiem (wiadomość do byłego B.) to zaczynam na serio wierzyć, ze życie jest wspaniale. Hej, mam 600 funtów w portfelu, 300 na koncie, 120 zł na stole, mama chce sponsorować mi kolejna wycieczkę do ciepłych krajów, dostałam coś w rodzaju stypendium na zakwaterowanie w przyszłym roku i nawet moje oceny podskoczyły w końcu do pierwszej klasy.

 

Dużo dobrych rzeczy się dzieje i zdarzyło się w niedalekiej przeszłości.

 

Jeszcze miesiąc temu pracowałam w angielskim call centre poznając tam bardzo wielu przesympatycznych ludzi. Trzech z nich zaczęło mnie aktywnie adorować.

 

Ah, jak ja uwielbiam takich ułomnych palantów, którzy myślą, ze jestem na tyle tępa by uwierzyć iż zaczarowała ich moja osobowość po tym jak zamienili ze mną 3 zdania i 2 maile. Szczególnie podstarzałe Angole wyobrażają sobie, ze wszystkie młode i w miarę zadbane dziołchy ze Wschodniej Europy zaraz na nich poleca, z samego takiego względu, ze są z "lepszej" części świata. Innego wytłumaczenia nie widzę dla podstarzałego, przygrubego i w dodatku rudego faceta z zona i dwójka dzieci, który uderza do atrakcyjnej 22 latki. Kurwa, może jakiś reality check?

 

I tak, jestem atrakcyjna kiedy chce być. Nie będę udawała fałszywie skromnej. Nie wyglądam jak Jessica Alba, ale nie prezentuje się najgorzej w jakimś miłym łaszku i brązowym "smoky eye". W dodatku do pracy zawsze trzeba było ubierać się formalnie. Sukienki i spódnice do kolana ukrywały moje kompromitujące uda i podkreślały wąska talie wiec myślę, ze w porównaniu do bazylowatych Brytyjek wyglądałam nieźle.

 

Tak, tylko po co ja o tym wszystkim napisałam? Ah, po to by utwierdzać się w przekonaniu, ze życie jest wspaniale nawet bez byłego i bez kuzynki. A może szczególnie właśnie bez nich.

czwartek, 30 lipca 2009
Rzyganie do miski i mała aborcja.

Prawda, że jestem mistrzynią kontrowersyjnych tytułów? Nie. Nie jestem, tak tylko strzelam sobie komplementy. W każdym razie oto przeminął kolejny dzień z mojego fantastycznego życia, a wypełniony był on głownie rzygowinami, dennym filmem i wizytą kuzynki po aborcji.

Przez połowę dnia myślałam, że trochę „oczyszczę” się po wczorajszej wieczornej uczcie. Piłam więc jedynie kawę i wodę szlajając się z kąta w kąt. W godzinach popołudniowych zadzwoniła kuzynka E.

E. – Jestem na Prawobrzeżu. Mam wpaść?

Rozejrzałam się dokoła. W domu jak zwykle panował burdel a ja sama  siedziałam przed komputerem w starych majtkach i podkoszulku ze słoneczkiem.

Ja – Eee… A za ile byś była?

E. – Nie wiem, 20 minut?

Dwadzieścia minut, było to zdecydowanie za mało. Dwie godziny i dwadzieścia minut to najszybciej. Dlatego tez zakomunikowałam E., że to ja przyjdę. A właściwie przyjdziemy, bo przecież muszę wszędzie ciągać mojego małego kompana – siostrę Natalkę, lat 12.

Wybrałyśmy się koło 15. Kuzynka E. wyglądała wyjątkowo korzystnie. Na karku miała nowy tatuaż, wyeksponowany przez ścięte na krótko włosy w kolorze miedzianym. Niebieska, nieco powiewająca kiczem koszulka ładnie uwydatniała jej figurę, podobnie jak jeansy marki „stragan”.  Wybrałyśmy się na spacer, kuzynka zaczynała puszczać dziwne teksty.

E. – Nie dostaje okresu znowu. Ostatnio spotkałam się z takim Czarkiem. Wiesz jak to jest, on chciał czegoś innego niż ja, inne wartości, czegoś więcej. Stało się. A teraz nie wiem. Ha-ha. Ciotka by mnie zabiła jakby znowu coś było.

Przez pierwsze 30 sekund w ogóle nie wiedziałam o czym ona nawija, bełkot był porównywalny do przemów mojego taty po „odrobinie luksusu” zapijanej trzema Tyskimi. Dopiero później puzzle zaczęły mi się powoli układać w całość. Jakiś rok temu poszła po rodzinie cicha pogłoska, że E. zrobiła „to”, czyli uprawiała dziki sex, z jakimś kolesiem, którego poznała przez Internet. Ten akt zaowocował nieplanowanym połączeniem jajka z plemnikiem. Nie wiem dokładnie co było zorganizowane później, w każdym razie baby-E. nigdy się nie pojawił(a).

Wracając do rzeczy – po ułożeniu faktów i odszyfrowaniu enigmatycznej mowy E. doszłam do wniosku, że kuzynka podejrzewa znów bliskość bociana… Przykre, prawda?

Było to już preludium do koszmarnego bulimicznego finału dnia.

Tata oglądał MŚ w pływaniu na Eurosporcie, które z jakiegoś dziwnego powodu zainteresowały mnie również. Pierwszy raz w życiu zaczęłam prawdziwie i szczerzę TROCHĘ jednak żałować, że opuściłam ten sport. A gdy tata oznajmił, że musi iść do lekarza a mama wyszła na dyżur… Wtedy już jasne było co się stanie.

W sklepie na dole zapakowałam do koszyka litrowe lody, dwie czekolady i star chipsy. Wystarczająco jak na mały napadzik. Kiedyś pochłaniałam znacznie więcej podczas lodówkowych rajdów (przynajmniej tak mi się zdaje), ale teraz przecież powoli „rzucam”. Niby.

Wyjadłam wszystko dzieląc się trochę z Natalką. Ucztę doprawiłam dwoma tostami z serkiem Brie, plastrami wędzonego sera i arbuzem.

Pół godziny później zwracałam wszystko do miski w łazience, myśląc sobie o wydarzeniach dnia. Porażające jaką normalką to się dla mnie stało po 6ciu latach. Niestety ostatnie objawy są raczej silnie motywujące by przestać.

  1. Moje uzębienie trzyma się już tylko na „słowo honoru”. Całe szczęście, że mama jest lekarzem i ma znajomych dentystów, którzy przeprowadzają mi remont w mordzie za każdym razem gdy przyjeżdżam do Polski.
  2. Mam wiecznie opuchniętą i kwadratową głowę.
  3. Puchnie mi cały przełyk i przez dłuższy czas po zwracaniu ciężko mi jest połknąć nawet własną ślinę. Po dużym wymiotowaniu boli mnie głowa przez następne parę godzin i czuje się generalnie źle.
  4. Gryzę się w nocy w język i w wewnętrzną stronę buzi.
  5. Mam czasem dziwne palpitacje serca a jakiś czas temu brakowało mi w nocy oddechu.
  6. RAZ wymiotowałam krwią przez jakieś 2 czy 3 dni. Nie tam, że troszkę tej krwi było, ale cholerny strumień! Lało się mi z gęby jak z cholernej fontanny.

Argument ostatni, najbardziej banalny: tak czy tak nie chudnę już od tego, a nawet nie trzymam wagi. Mój organizm tak już się wyrobił, że przy samym jedzeniu i wymiotowaniu powoli tyję!

Po co właściwie to napisałam? Nie dla jakiegoś efektu publicystycznego bo tak czy tak nikt tych wypocin nigdy nie przejrzy. Napisałam to wszystko dla własnej przestrogi.  Bo od jutra muszę to skończyć a motywują mnie właśnie pływacy. Cholera, jak oni mogą całe życie pływać, dzień w dzień po 6 godzin intensywnego treningu, to ja mogę przestać jeść jak koń i wyjść na ludzi. Mogę wyjść z depresji i dać sobie jakoś radę.

I tym pozytywnym aspektem zakańczam notkę o kolejnym dniu z mojego istnienia… Czyli o niczym tak na dobrą sprawę.

środa, 29 lipca 2009
Sexizmo

Dzisiejszy dzień zaczął się podobnie jak każdy inny jaki spędzam w domu (wakacyjna przerwa). Głownym punktem doby miał być masaż na twarz i ciało w salonie Arctica w mieście. Jakiś debilny instynkt podpowiedział mi bym włożyła sobie na twarz tapetę (choć doskonale wiedziałam, że trzeba ją będzie szybko zmyć).

Lubię mieć moją tapetę i rzucać w autobusie pseudo-tajemnicze spojrzenia oczami ociękającymi kredką i tuszem do rzęs. Szczególnie gdy słucham Ipoda, wyobrażam sobie wtedy, że jestem jedna z takich sexy-dupek jakie pojawiają się w teledyskach. Cała reszta ludzi w autobusie to banda tancerzy wijących się do okoła podczas gdy kamera robi zbliżenia na moją grubą gębę. Ah... Piękna fantazja kończy się gdy docieram do przystanku docelowego... Centrum.

Masaż robiła mi jakaś miła, acz malutka jak krasnalek, pani o brązowych włosach. Pomimo, że nałożyłam tapetę, nie oświeciło mnie jakoś by w ogóle tego dnia się umyć. Pani kazała mi ściągnąc ubranie do masażu i założyć jednorazową bieliznę. W tym celu miałam udać się do pobliskiej luksusowej łazienki. Korciło mnie by wziąc szybki prysznic, ale wiedziałam, że pani krasnalkowa wszystko słyszy. Branie prysznica przed zabiegiem to jak przyznanie się, że przyszło sie nań brudnym. Może by to jeszcze uszło gdyby masaż był z samego rana lub z samego wieczora, jednak wyznaczony był na godzinę 13nastą... Przebrałam się więc w tą parodię bielizny (majki złożone z gumki i dwóch kawałków dziurkowanego folio-papieru) i wyszłam.

- Proszę położyć sie na brzuszku na leżance. - rzekła masażystka.

Wtedy ja w panice zdałam sobie sprawę, że miałam koszmarnie brudne stopy.

- Proszę poczekać, muszę umyć stopy.

Nigdy nie byłam mistrzynią w ukrywaniu czegokolwiek ani w wymyślaniu dobrych ściem na poczekaniu.

Po umyciu nóg wróciłam. Zrogowaciałe naskóry tak czy tak wyglądały ochydnie, ale tym razem nie było chociaż na nich czarnych plam.

Na początku masażu starałam się wykonywać tak zwany "small talk". Krasnalkowa zapytała czy jestem lokalna. Jak głupek zaczełam tłumaczyć, że "niby tak, ale już 3 lata siędzę w Anglii" myśląc, że masażystka odnosiła się do mojej "angielskiej naleciałości", znanej też jako wada wymowy. Jednak jej chodziło o miejskie zabudowania i takie pierdoły. Temat, który nie obchodził mnie tak na prawdę ani trochę - jak to zwykle jest ze "small talk".

Po paru minutach tej bezowocnej pogawędki pomyślałam, że oszczędze i sobie i tej biednej kobiecie trudu udawania, że niby chce się nam ze sobą gadać i po prostu zamknełam sie nie zważając wcale na "kłopotliwą ciszę". Masaż automatycznie stał się 10 razy bardziej przyjemny. Moje ciało było nacierane różnymi pieknie pachnącymi olejkami a ja słuchałam sobie muzyki relaksującej.

O dziwo to jednak masaż twarzy obudził we mnie daaawno uśpionego stwora Sexizmo. Kolejny dowód na to, że u kobiety narządem najbardziej podatnym na pobudzanie erotyczne jest mózg, hah.

Więc kiedy pani krasnalkowa tak masowała mi buźkę zataczając malutkimi palcami intensywne kółeczka na moich policzkach i skroniach ja zaczełam mieć wybujałe fantazje, o które jeszcze miesiąc temu sama bym sie nie podejrzewała.

Najpierw proste fantazje z moim byłym, który zawsze należał do dobrze zbudowanych i bogato wyposażonych. Myslałam sobie, że jak wróci do kraju to ubiorę krótką sodniczkę i bluzkę z siatki i zabiorę go na pobliską polankę w wiadomym celu. Później zaś, przypomijając sobie, że wdawanie się w takie coś z BYŁYM to jednak nie najlepszy pomysł, zaczełam rozmyślać sobie o różnych innych opcjach. Może umówic się z kimś przez internet? Może ustawić się na jakąś orgię albo chociaż umówić się z kimś na szybki numerek w samochodzie? Cholera, może nawet pojechać do Londynu i zacząc zaspakajać Sexizmo za pieniądze zarabiając w ten sposób na operację plastyczną i resztę studiów.

Moja wyobraźnia zaczeła pokazywać mi bardzo dokładne obrazy. Dokładne do tego stopnia, że moje nogi zaczynały trochę sie jakby trząść. Ciagle czułam przebiegające po nich dreszcze, wraz z przesuwaniem sie palców pani masażystki po mojej twarzy. Na szczęście w penym momencie wyszła, mówiąc, że maseczka musi się wchłonąć. Wtedy dopiero popuściłam wodze fantazji. Czułam, że zaraz wybuchnę z pożądania.

Po powrocie krasnalkowej masaż trwał może jeszcze z 5 minut. Nastepnie musiałam sie ogarnąć, stanąć na nogi i wyjść z obiektu. Wychodziłam na chwiejących się nogach, jakbym przeżyła całkiem niezgorszy orgazm. Przysiegam, że nawet sie nie dotknełam podczas trwania zabiegów!

Zdziwiło mnie bardzo to nagłe libido, jako, że przez ostatni ROK było ono praktycznie na poziomie ZERA. Do tego stopnia, że nawet nagi Justin Timberlake nie skłoniłby mnie do żadnej akcji, a to podchodzi juz pod żeńskie gejostwo. Być może jestem na dobrej drodze do rekonwalescencji po ekscesach jakie miały niegdyś miejsce w Londynie. Ale to już inna historia, może na inny dzień. Czas na mnie.

Na marginesie, tak nim pójdę - widziałam dziś "Bruna". Interesujący film ;]

Zakładki: